Jak efektywnie uczyć się języków w 2026 roku?
Agnieszka Małek-Bohusz w podcaście Jarka Jarzębowskiego HR espresso
Nasza dyrektor metodyczna wystąpiła w odcinku podcastu HR espresso, tworzonego przez Jarka Jarzębowskiego, poświęconego rozwojowi pracowników i wyzwaniom działów HR w kontekście szkoleń językowych.
Z rozmowy dowiesz się między innymi:
✨czy szkolenia językowe w dobie AI są jeszcze potrzebne?
✨czy warto inwestować w języki, jeśli ktoś nie używa ich na co dzień?
✨jak HR może wyważyć potrzeby pracowników oraz firmy w kontekście nauki języków?
✨jakie metody nauki są rzeczywiście skuteczne i czy lekcje z lektorem mają jeszcze sens?
✨jak mądrze wykorzystywać nowoczesne technologie do nauki języków?
To odcinek dla wszystkich, którzy zajmują się rozwojem pracowników i szukają sposobów na tworzenie programów szkoleniowych dopasowanych do zespołu i realiów biznesu.
Transkrypcja odcinka:
JAREK:
Cześć, witam Cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku HRS. Dzisiejszą gościnią jest Agnieszka Małek-Bohusz, dyrektor metodyczna w Szkole Językowej Prolang.
Specjalnością Agnieszki jest angielski biznesowy oraz medyczny, a zajęcia prowadzi już od wielu lat. Sam zresztą miałem okazję korzystać z jej lekcji. Agnieszka jest także specjalistką w zakresie nowoczesnych metod nauczania i e-learningu oraz współautorką platformy VOCAbite i różnorodnych materiałów dydaktycznych.
Podczas naszej rozmowy spróbujemy odpowiedzieć m.in. na pytania: czy w dobie sztucznej inteligencji w ogóle warto jeszcze uczyć się języków, a jeśli tak – jak robić to efektywnie i skutecznie. Jeżeli zależy Ci na rozwoju językowym – Twoim lub pracowników Twojej organizacji – ten odcinek jest dla Ciebie.
Partnerem podcastu jest Prolang – profesjonalne kursy językowe dla firm.
Zapraszam!
1. Czy w dobie AI języki są jeszcze potrzebne?
JAREK:
Cześć Agnieszko, witam Cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu HRS Presso.
Zanim zaczniemy i zanim opowiesz o sobie, musimy wypuścić słonia z szafy. Będziemy mówić o językach. Czy w dobie sztucznej inteligencji, ChatGPT, AirPodsów tłumaczących w czasie rzeczywistym, Google Translatora w telefonie – języki są nam w ogóle jeszcze do czegokolwiek potrzebne?
AGNIESZKA:
Cześć Jarku, bardzo dziękuję za zaproszenie i możliwość porozmawiania.Krótka odpowiedź brzmi: tak, dalej potrzebujemy języków i dalej potrzebujemy nauki.
Te wszystkie innowacje są świetne – to jest ważna ewolucja – ale nie zastąpią wiedzy, którą naprawdę mamy w głowie, zdobytej poprzez systematyczną, dobrze zaplanowaną naukę. Szczególnie taką, która jest dobrze sprofilowana pod nasze cele i potrzeby.
2. Po co nam dziś języki, skoro mamy tłumacze?
JAREK:
Uczysz angielskiego od lat. Co z Twojej perspektywy jest największą korzyścią z nauki języka? Wszyscy słyszeliśmy od rodziców i babć, że „języków trzeba się uczyć”, ale w świecie, gdzie piszemy maile i komunikujemy się przez komunikatory, a poprawki robi za nas ChatGPT czy Grammarly – po co nam to wszystko?
AGNIESZKA:
Możemy odpowiedzieć na to prosto i trochę bardziej złożenie. Ta prosta odpowiedź to dokładnie to, co słyszeliśmy od nauczycieli i rodziców: języki otwierają nam drzwi na świat. Umożliwiają kontakt z inną kulturą, mediami, ludźmi, ideami, do których po polsku po prostu nie mamy dostępu. Polski nie jest jednym z najpopularniejszych języków, więc np. angielski jest dla nas bramą do wszechobecnej kultury, wiedzy i biznesu.
Natomiast złożona odpowiedź dotyczy już konkretnych, zawodowych potrzeb. W Prolangu specjalizujemy się w językach biznesowych i pracujemy głównie z dorosłymi profesjonalistami. Oni mają bardzo konkretne cele: projekty, spotkania, prezentacje, negocjacje. My patrzymy na język jak na narzędzie do pracy. Naszym zadaniem jest tak dobrać proces, żeby odpowiadał potrzebom firmy, i jednocześnie odpowiadał potrzebom konkretnego pracownika.
Czyli:
➡️ czego firma oczekuje od pracownika językowo,
➡️ a czego ten pracownik realnie potrzebuje, żeby lepiej wykonywać swoją pracę.
Chodzi o to, żeby brak znajomości języka nie blokował spektakularnych sukcesów zawodowych.
3. Czy warto inwestować w język, jeśli ktoś „nie używa go na co dzień”?
JAREK:
Powiedziałaś, że pracujecie z różnymi profesjonalistami, z różnymi celami. Mam takie pytanie: Czy osoby, które na co dzień nie komunikują się z zagranicą po angielsku, też powinny uczyć się języka? Czy pracodawca powinien inwestować tylko w tych, którzy mają klientów zagranicznych, czy także w tych „tylko z polskiego podwórka”?
AGNIESZKA:
Odpowiedź brzmi: tak i tak. Po pierwsze – to, że ktoś dzisiaj nie używa języka, nie znaczy, że nie będzie tego robił za miesiąc czy rok.
Przykład z naszej praktyki: pracujemy z polską firmą IT, która tworzy oprogramowanie logistyczne. Przez lata działali głównie na rynku polskim: angielski pojawiał się „w tle” – w dokumentacji, w kodzie – ale nie w komunikacji ustnej. W pewnym momencie firma połączyła się z firmą ze Szwecji. W ciągu miesiąca sytuacja zmieniła się o 180 stopni:
- nagle trzeba było brać udział w spotkaniach po angielsku,
- pracować w międzynarodowych zespołach projektowych,
- raportować postępy i dyskutować o problemach po angielsku.
Zostaliśmy poproszeni o opracowanie szybkiego, a jednocześnie sensownego planu rozwoju. Po trzech miesiącach pracownicy zaczęli słyszeć od szwedzkich kolegów i managerów:
„Widzę, że coraz lepiej sobie radzisz”
„Dużo łatwiej opowiadasz o swojej części projektu”.
Po drugie – jest też aspekt rozwoju samego pracownika. Osoba, która uczy się języka, często jest po prostu nastawiona na rozwój. Taki pracownik:
- nie stoi w miejscu,
- stawia sobie wyzwania,
- ćwiczy mózg – a ten „trening umysłu” jest dziś bardzo niedoceniany.
W świecie, w którym wszystko mamy „podane na tacy”, nauka języka wymaga wysiłku, ale to jest wysiłek, który procentuje.
4. Polacy znają angielski, ale boją się mówić
JAREK:
Jest takie przeświadczenie, że Polacy całkiem nieźle znają angielski, ale boją się nim posługiwać. Jedziemy za granicę, ktoś z innego kraju kaleczy język strasznie, ale mówi, a Polak milczy, bo się boi błędu. Jak to wygląda z Twojej perspektywy? Masz ogromną próbę – setki, tysiące osób.
AGNIESZKA:
Jest dokładnie tak, jak mówisz. Mamy w Polsce dość wymagający system edukacji, jeśli chodzi o języki. Generalnie mamy też dobre ucho – a angielski otacza nas z każdej strony, więc sporo „wchłaniamy”.
Nasz największy problem to ➡️ wstyd i ➡️ perfekcjonizm.
Na diagnozach poziomu bardzo często widzę osoby, które:
- świetnie wypadają w teście pisemnym,
- ale w rozmowie blokują się, bo boją się powiedzieć cokolwiek, co nie będzie w 100% poprawne.
Jeśli zapomną 1 słowa, np. responsibilities, to zamiast opowiedzieć prostszym językiem „co robię w pracy”, wolą nic nie powiedzieć. Tymczasem jedną z kluczowych umiejętności jest umieć obejść brak słowa. Nie pamiętam „obowiązki”? Mogę opisać, co robię na co dzień. Inne nacje po prostu mówią. Popełniają błędy, czasem bardzo duże, ale mówią płynniej, mówią pewniej, robią lepsze wrażenie – bo w ogóle wchodzą w komunikację.
My jako lektorzy zawsze powtarzamy: Popełnianie błędów jest okej. Bez błędów nie ma nauki języka.
5. Gramatyka kontra mówienie – gdzie jest balans?
JAREK:
Wiele osób wspomina szkołę tak: mocny nacisk na gramatykę – czasy, konstrukcje, mixed conditionals – a potem wyjazd do kraju anglojęzycznego i… okazuje się, że lokalsi nie wiedzą, że coś się nazywa „Present Perfect Continuous”. Jak rozłożyć akcenty między gramatyką a praktyczną komunikacją? Czy te zaawansowane struktury naprawdę są potrzebne?
AGNIESZKA:
Często słyszę: „Tego się tak naprawdę nie używa”. I z tym nie mogę się zgodzić. Oczywiście – nie usłyszysz mixed conditionals przy kupowaniu coli w 7-Eleven. Ale jeśli jedziesz negocjować kontrakt, prowadzić szkolenie, prezentację, to zaawansowane struktury, albo będziesz ich używać, albo przynajmniej musisz je rozumieć, gdy ktoś użyje ich po drugiej stronie. To daje pewność siebie, możliwość skupienia się na merytoryce, a nie na tym, „czy ten czas jest poprawny”. I tu wracamy do ważnej metafory:
Język to narzędzie. Ma pomagać Ci wykonywać Twoją pracę, a nie być celem samym w sobie. Gramatyka jest ważna, ale wspierająco, a nie jako jedyny cel.
6. Diagnoza: potrzeby firmy i potrzeby pracownika
JAREK:
Kilka razy powiedziałaś coś, co bardzo mi wybrzmiewa, że określacie cele i potrzeby. Możesz to zebrać w jedną, praktyczną poradę?
AGNIESZKA:
Jasne. To jest coś, co każdy może zastosować, niezależnie od tego, czy pracuje z nami, czy z inną szkołą. Przy diagnozie językowej zawsze myślimy w dwóch perspektywach:
- Cele i potrzeby z perspektywy firmy
- Po co firma inwestuje w ten kurs?
- Jakich zadań oczekuje od pracownika po angielsku?
- Spotkania, maile, prezentacje, negocjacje, raporty?
- Cele i potrzeby konkretnego pracownika
- Czego ta osoba realnie potrzebuje, żeby czuć postęp?
- Może świetnie zna gramatykę, ale nie potrafi mówić o swoich obowiązkach.
- Albo odwrotnie – dobrze sobie radzi w pracy, a „leży” small talk i rozmowy towarzyskie.
Dopiero po połączeniu tych dwóch perspektyw tworzymy plan. Ten plan jest uszyty na miarę, konkretne umiejętności, konkretny zestaw słownictwa, konkretne sytuacje zawodowej.
7. Różne metody nauki – co działa, a co nie?
JAREK:
Chciałbym zrobić z Tobą małe ćwiczenie. Ja podrzucam sposób nauki, a Ty oceniasz jego skuteczność w skali 1–10, z jednym zdaniem komentarza.
- Nauka w aplikacjach mobilnych
AGNIESZKA: 6/10. Świetne do słownictwa, ale bez mówienia nigdy nie wystarczą. Idealne jako dodatek, nie jako główna metoda.
- Seriale po angielsku (szczególnie te, które już znamy)
AGNIESZKA: 6/10. Świetne na rozumienie ze słuchu i słownictwo. Dodatkowy punkt za angielskie napisy, ale to dalej głównie umiejętności pasywne.
- Gry komputerowe z fabułą i dialogami
AGNIESZKA: 5–7/10. Jeśli tylko czytamy i klikamy – 5. Jeśli gramy online, rozmawiamy z innymi, używamy mikrofonu – może być 7, bo to już żywa komunikacja.
- Czytanie książek po angielsku
AGNIESZKA: 4/10. Świetne na słownictwo i osłuchanie się ze stylem, ale znowu – brak produkcji języka.
- Pen-pals, rozmowy pisemne z obcą osobą
AGNIESZKA: 7/10. Ćwiczymy aktywną produkcję, brakuje tylko kogoś, kto będzie korygował błędy i pchał nas poziom wyżej.
- Immersja – wyjazd do kraju anglojęzycznego
AGNIESZKA: Jeśli jedziemy z Polakami i trzymamy się swojej paczki – max 5–6. Jeśli jedziemy sami, pracujemy po angielsku, korzystamy z każdej okazji, by mówić – to może być 10/10, najszybszy możliwy rozwój.
- Szkoła językowa, grupa ok. 10 osób, 2x w tygodniu
AGNIESZKA: 7/10. Jest ekspozycja na język, jest lektor, jest jakiś system, ale czas na osobę jest ograniczony. Grupa 2–3 osobowa byłaby o wiele skuteczniejsza.
- Zajęcia 1:1 lub w małej grupie 2–3 osoby
AGNIESZKA: 9–10/10. To jest złoty standard – jeśli dobrze dopasujemy lektora i materiał. Indywidualnie świetne dla osób z dużą barierą, grupy 2–3 osobowe świetne dla naturalnych rozmów i pracy na case’ach.
JAREK:
Mogę tylko potwierdzić z własnego doświadczenia – u mnie zadziałał właśnie miks: czytanie (np. Harry Potter po angielsku), gry z fabułą, oraz mnóstwo konwersacji 1:1, które na początku wydawały mi się… stratą czasu. Byłem sfrustrowany, że „przychodzę tylko pogadać”, a lektor dostaje za to pieniądze. Dopiero po czasie zobaczyłem, jak ogromny progres dało mi to „gadanie o niczym”.
AGNIESZKA:
I to jest bardzo ważna obserwacja. Rola lektora polega często na tym, żeby widzieć dalej niż kursant – budować plan, konsekwentnie go realizować i towarzyszyć w procesie, nawet jeśli nie wszystko od razu wydaje się „produktywne”.
8. Technologia jako asystent – platforma VOCAbite
JAREK:
Wspomniałaś, że technologia może być świetnym wsparciem. Wy jako szkoła macie też swoje rozwiązanie – platformę VOCAbite. Możesz krótko opowiedzieć: jak ona działa, dlaczego ma sens w nauce i jaką rolę odgrywa w całym procesie?
AGNIESZKA:
Oczywiście. Najważniejsze jest to, że platforma jest naszym asystentem, nie zastępuje lektora, tylko wzmacnia efekty jego pracy. Mamy na niej uporządkowaną wiedzę: słownictwo, gramatykę, konkretne umiejętności. To, co pojawia się na lekcji z lektorem jako nowe, ważne i trudne, trafia także na platformę. Tam kursant dostaje gry, ćwiczenia, powtórki – wszystko oparte na krzywej zapominania Ebbinghausa.
Algorytm przypomina o powtórkach w takich momentach, by minimalnym nakładem czasu maksymalnie utrwalić wiedzę.
VOCAbite jest więc wspomagaczem: lektor wprowadza, ćwiczy i osadza wiedzę w kontekście, platforma pilnuje, żeby ta wiedza nie zniknęła z głowy po tygodniu.
9. Polski lektor vs native speaker
JAREK:
Pracujecie zarówno z native speakerami, jak i z polskimi lektorami. Wiele osób mówi: „tylko native albo w ogóle”. Jak to wygląda z Twojej, metodycznej strony?
AGNIESZKA:
Znowu wracamy do kluczowej rzeczy: najpierw diagnoza – potem dobór lektora. W Prolangu zawsze badamy potrzeby firmy i pracownika, robimy test poziomujący (pasywny), prowadzimy rozmowę diagnostyczną – sprawdzamy mówienie, rozumienie, ale też: historie z nauką, blokady, lęki.
Przykład: Osoba, która w teście pisemnym ma prawie 100%, a w rozmowie wypada o poziom niżej, bo boi się powiedzieć coś nieidealnie. W takim przypadku wybieramy często dobrego polskiego lektora-eksperta, który:
- stworzy bezpieczne środowisko do popełniania błędów,
- pomoże przełamać perfekcjonizm,
- wytłumaczy rzeczy po polsku, jeśli naprawdę trzeba.
U nas każdy lektor ma swoją specjalizację: branża (IT, finanse, medyczna, farmacja), poziom, umiejętności (prezentacje, maile, negocjacje). Native speaker bywa świetny, gdy chcemy np. dopieszczać akcent, pracować na bardzo wysokim poziomie, albo przygotowywać się do ściśle anglojęzycznego środowiska pracy.
Polski lektor bywa bezcenny, gdy mamy duże blokady, potrzebujemy szybkiego zrozumienia różnic, chcemy „przeskoczyć” z teorii do praktyki.
10. Język jako narzędzie, kurs jako inwestycja
JAREK:
Na koniec – mam poczucie, że ta rozmowa jest ważna nie tylko dla samych uczących się, ale też dla osób, które zarządzają budżetem na naukę języków w firmie. Czasem robimy kursy „żeby były”, żeby odhaczyć benefit, a potem się okazuje, że niewiele z tego wynika.
Bardzo Ci dziękuję za to, że pokazałaś jak mądrze podejść do diagnozy, jak łączyć perspektywę firmy i pracownika, jak traktować język jako narzędzie do pracy, a nie tylko „kolejne zajęcia po godzinach”.
Dla tych z Was, którzy słuchają – w opisie odcinka znajdziecie link do małego bonusu od nas. Nie zdradzę, co to jest, ale obiecuję, że warto zajrzeć.
Agnieszko, bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Na koniec – gdzie można Cię znaleźć i jak się z Wami skontaktować?
AGNIESZKA:
Dziękuję Jarku – mi też minęło bardzo szybko. Jeśli szukacie dokładnie sprofilowanego kursu pod Wasze potrzeby, zapraszam na prolang.pl.
Znajdziecie tam:
- opis naszej metody,
- informacje o lektorach i całym zespole,
- oraz krótką analizę potrzeb, którą możecie wypełnić.
Jeśli ktoś chce, możemy przejść z Wami cały proces: diagnoza potrzeb → analiza poziomu → lekcja próbna. Zapraszam serdecznie.
JAREK:
Świetnie. Z całego serca polecam współpracę z Agnieszką i zespołem Prolang – znam z autopsji. Dzięki za dziś i mam nadzieję – do zobaczenia.
AGNIESZKA:
Dziękuję, do zobaczenia!
Jeśli szukasz kursów dla swojej firmy, skontaktuj się z nami a przygotujemy ofertę specjalnie pod Twoje potrzeby.